Od jakiegoś czasu na świecie, a przynajmniej wśród bardziej
dojrzałej młodzieży, panuje moda na postapokaliptyczne klimaty: od wizji Ziemi
opanowanej przez zombie (np. The Walking Dead, Word War Z, Alicja w Krainie Zombie), odrodzone po
armagedonie, perfekcyjne i usystematyzowane społeczeństwo (np. Igrzyska
Śmierci, Niezgodna, Legenda. Patriota), po ludzkość w obliczu ataku obcych
cywilizacji (np. Piąta Fala, Intruz). Warto zauważyć, że w zasadzie nie jest to
nowy nurt- dużo wcześniej tego typu tematy poruszali m.in. Aldous Huxley (Nowy
Wspaniały Świat) czy George Orwell (Rok 1984, Folwark Zwierzęcy), nie
wspominając już o filmach i grach typu Resident Evil. Niemniej ten temat
przeżywa teraz swój renesans- nastolatki
na całym świecie oszalały na punkcie Katniss, Daryla, Daya i innych bohaterów.
Australijski reżyser Philip Noyce (m.in. Salt, Polowanie na Króliki, Spokojny
Amerykanin) idąc z prądem stworzył adaptację powieści Lois Lowry z 1993 roku
pt. Dawca Pamięci (org. The Giver). Czy film ten wyróżnia się czymś na tle
innych pozycji i czy ma do zaproponowania coś więcej, prócz kilku słynnych
nazwisk na plakacie? Na te, i na inne pytania znajdziecie odpowiedź w poniższym
artykule.
Zaczyna się tradycyjnie- krótka wycieczka po świecie,
wprowadzająca mowa o nowym, wspaniałym społeczeństwie, pozbawionym wad, ale też
jednocześnie pozbawionym kolorów- i to w dosłownym tego słowa znaczeniu, bo większość
filmu jest albo czarno-biała, lub przedstawiona w słabo nasyconych,
zgaszonych barwach. Poznajemy głównego bohatera- Jonasza (Brenton Thwaites) i w
zasadzie na dzień dobry dowiadujemy się, że chłopak nie do końca pasuje do
społeczeństwa; widzi i czuje jakby więcej. Ja bym zasugerowała wizytę u psychiatry,
natomiast podczas rytuału dołączenia nasz bohater zostaje
mianowany Biorcą Pamięci-osobą
odpowiedzialną za zachowanie wspomnień z przeszłości i podpowiadanie radzie
starszych, właśnie na podstawie wniosków płynących z historii. Stykając się z „starą”
rzeczywistością Jonasz zmienia swoje spojrzenie na otaczający go świat, zaczyna
naprawdę widzieć i naprawdę czuć, a że jest tak naprawdę jedną z dwóch osób,
które zdają sobie sprawę z różnic dzielących „dzisiaj” i „wczoraj” decyduje się
coś z tym zrobić. I robi, a jakie niesie to za sobą konsekwencje, to już się
w zasadzie łatwo domyślić.
Na Thwaitesa z pewnością przyjemnie się patrzy, nie można
też nic specjalnego zarzucić jego grze aktorskiej- wydaje się jednak, że
postaci Jonasza czegoś brakuje, jest trochę płytki. Co z resztą można
powiedzieć o całym filmie. Mamy tu całe grono gwiazd Hollywood: od mentora Jeffa
Bridgesa (Big Lebowsky, Tron),po Meryl
Streep (Żelazna Dama, Godziny) w roli przewodniczącej Rady Starszych, matkę głównego bohatera Katie Holmes (Grzeczny Świat, Batman-Początek) i jego ojca Alexandra
Skarsgard’a (Czytsa Krew, Melancholia), a nawet Taylor Swift (głównie
piosenkarka Country i Pop, grała też w Walentynkach). A film i tak się nie
broni! Co z tego, że są słynne nazwiska, że wszyscy grają co najmniej poprawnie,
że z całej opowieści płynie jakiś morał, skoro film nie ma klimatu, zlewa się z
innymi pozycjami i praktycznie niczym się nie wyróżnia? Wszystko niby jest
takie, jak powinno być- odważny bohater, drobny wątek miłosny, czarny
charakter, „szalona” pogoń na motocyklach, a nawet całkiem przyjemny dla ucha
soundtrack (m.in. One Republic),ale to wszystko jest takie puste. Brakuje w tym
filmie serca, brakuje odrobiny swego rodzaju szaleństwa, ciepła i pasji.
Czy na „Dawcę Pamięci” warto iść do kina? O ile wcześniej
oglądało się Igrzyska Śmierci albo Niezgodną, to raczej nie. Można obejrzeć
kiedyś w domu, ale nie ma co fatygować się specjalnie na coś takiego. Lepiej
raczej sięgnąć po książkę- co z resztą sama zamierzam zrobić. A film potraktuje,
podobnie jak np. adaptację Gry Endera- jako trailer do powieści. Bo nie wydaje
mi się, żeby ukazywał on prawdziwą głębię i sens oryginału.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz