9/19/2014

Dawca Pamięci

Od jakiegoś czasu na świecie, a przynajmniej wśród bardziej dojrzałej młodzieży, panuje moda na postapokaliptyczne klimaty: od wizji Ziemi opanowanej przez zombie (np. The Walking Dead, Word War Z,  Alicja w Krainie Zombie), odrodzone po armagedonie, perfekcyjne i usystematyzowane społeczeństwo (np. Igrzyska Śmierci, Niezgodna, Legenda. Patriota), po ludzkość w obliczu ataku obcych cywilizacji (np. Piąta Fala, Intruz). Warto zauważyć, że w zasadzie nie jest to nowy nurt- dużo wcześniej tego typu tematy poruszali m.in. Aldous Huxley (Nowy Wspaniały Świat) czy George Orwell (Rok 1984, Folwark Zwierzęcy), nie wspominając już o filmach i grach typu Resident Evil. Niemniej ten temat przeżywa  teraz swój renesans- nastolatki na całym świecie oszalały na punkcie Katniss, Daryla, Daya i innych bohaterów. Australijski reżyser Philip Noyce (m.in. Salt, Polowanie na Króliki, Spokojny Amerykanin) idąc z prądem stworzył adaptację powieści Lois Lowry z 1993 roku pt. Dawca Pamięci (org. The Giver). Czy film ten wyróżnia się czymś na tle innych pozycji i czy ma do zaproponowania coś więcej, prócz kilku słynnych nazwisk na plakacie? Na te, i na inne pytania znajdziecie odpowiedź w poniższym artykule.



Zaczyna się tradycyjnie- krótka wycieczka po świecie, wprowadzająca mowa o nowym, wspaniałym społeczeństwie, pozbawionym wad, ale też jednocześnie pozbawionym kolorów- i to w dosłownym tego słowa znaczeniu, bo większość filmu jest albo czarno-biała, lub przedstawiona w słabo nasyconych, zgaszonych barwach. Poznajemy głównego bohatera- Jonasza (Brenton Thwaites) i w zasadzie na dzień dobry dowiadujemy się, że chłopak nie do końca pasuje do społeczeństwa; widzi i czuje jakby więcej. Ja bym zasugerowała wizytę u psychiatry, natomiast podczas rytuału dołączenia nasz bohater zostaje mianowany Biorcą Pamięci-osobą odpowiedzialną za zachowanie wspomnień z przeszłości i podpowiadanie radzie starszych, właśnie na podstawie wniosków płynących z historii. Stykając się z „starą” rzeczywistością Jonasz zmienia swoje spojrzenie na otaczający go świat, zaczyna naprawdę widzieć i naprawdę czuć, a że jest tak naprawdę jedną z dwóch osób, które zdają sobie sprawę z różnic dzielących „dzisiaj” i „wczoraj” decyduje się coś z tym zrobić. I robi, a jakie niesie to za sobą konsekwencje, to już się w zasadzie łatwo domyślić.

Na Thwaitesa z pewnością przyjemnie się patrzy, nie można też nic specjalnego zarzucić jego grze aktorskiej- wydaje się jednak, że postaci Jonasza czegoś brakuje, jest trochę płytki. Co z resztą można powiedzieć o całym filmie. Mamy tu całe grono gwiazd Hollywood: od mentora Jeffa Bridgesa (Big Lebowsky, Tron),po  Meryl Streep (Żelazna Dama, Godziny) w roli przewodniczącej Rady Starszych, matkę głównego bohatera Katie Holmes (Grzeczny Świat, Batman-Początek) i jego ojca Alexandra Skarsgard’a (Czytsa Krew, Melancholia), a nawet Taylor Swift (głównie piosenkarka Country i Pop, grała też w Walentynkach). A film i tak się nie broni! Co z tego, że są słynne nazwiska, że wszyscy grają co najmniej poprawnie, że z całej opowieści płynie jakiś morał, skoro film nie ma klimatu, zlewa się z innymi pozycjami i praktycznie niczym się nie wyróżnia? Wszystko niby jest takie, jak powinno być- odważny bohater, drobny wątek miłosny, czarny charakter, „szalona” pogoń na motocyklach, a nawet całkiem przyjemny dla ucha soundtrack (m.in. One Republic),ale to wszystko jest takie puste. Brakuje w tym filmie serca, brakuje odrobiny swego rodzaju szaleństwa, ciepła i pasji.

Czy na „Dawcę Pamięci” warto iść do kina? O ile wcześniej oglądało się Igrzyska Śmierci albo Niezgodną, to raczej nie. Można obejrzeć kiedyś w domu, ale nie ma co fatygować się specjalnie na coś takiego. Lepiej raczej sięgnąć po książkę- co z resztą sama zamierzam zrobić. A film potraktuje, podobnie jak np. adaptację Gry Endera- jako trailer do powieści. Bo nie wydaje mi się, żeby ukazywał on prawdziwą głębię i sens oryginału.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz