9/10/2014

Legenda. Rebeliant

Zmilitaryzowana przyszłość, kolejna wojna między dwoma mocarstwami- Republiką i Koloniami. Okres zamętu, zarazy, rozkwitu potęgi klas wyższych, czas Próby. Czas, w którym wszechobecna władza zaciska dłonie na gardle przeciwnika, czas w którym przyjdzie zmierzyć się dwóm zupełnie skrajnym osobowością.
Urodzony w robotniczej rodzinie Daniel nie wydawał się być kimś specjalnym- ot, kolejne biedne dziecko, przeznaczone do pracy za bezcen na chwałę i potęgę Wielkiego Elektora. Wszystko zmieniło się z dniem jego Próby- testu mającego stwierdzić jego przydatność dla narodu. Choć wysportowany, inteligentny i zdolny- nie zdaje. A wraz z porażką zmienia się całe jego życie. Buntownik, rebeliant, największy zbrodniarz, wróg numer jeden… Day- nadane mu miana kształtują jego los.   June- cudowne dziecko Republiki. Z góry skazana na sukces, sławę i bogactwo. Jedyna, która osiągnęła maksimum punktów na Próbach. W niczym nie przypomina znienawidzonego Daya, w niczym nie chce go przypominać. A jednak przeznaczenie spycha ich ku sobie, zmieniając nie tylko ich, ale także świat, który ich otacza.



„Legenda: Rebeliant” to pierwsza powieść autorstwa Marie Lu- amerykańskiej pisarki, której powieści przeznaczone są dla tzw. „młodych dorosłych”.  Jak na debiut- spisała się wyśmienicie. Książka została napisana lekkim i przystępnym językiem, co bynajmniej nie oznacza że poruszane kwestie również takie są.  Wykreowany świat nie jest czarno biały, nie wszystko jest tym, czym wydaje się być na pierwszy rzut oka. Stworzone przez autorkę postacie są ciekawe i niesztampowe- złoczyńcy miewają dobre uzasadnienie popełnianych czynów, a żaden bohater nie jest krystalicznie czysty. Ulegają słabością i namiętnością, popełniają głupie błędy, zapominają o swojej pozycji i obowiązkach- są po prostu ludzcy. Dzięki temu czytelnik razem z nimi upada, razem z nimi nienawidzi, kocha i umiera.

Złego słowa nie mogę powiedzieć również o fabule- Marie Lu udało się uniknąć banalności. Przedstawione wydarzenia, choć początkowo może wydawać się inaczej, nie biegną ku oczywistemu happy endowi, a czytelnika czeka wiele niespodziewanych zwrotów akcji. Życie w Republice nie jest sielanką, a rzeczy przytrafiające się bohaterom nie zawsze są przyjemne- nie z każdej sytuacji wychodzą obronną ręką.

Kiedy sięgnęłam po „Rebelianta” spodziewałam się czegoś w typie „Igrzysk Śmierci” Suzanne Collins- raczej marnej kopii, niż czegoś wartego szczególnego uznania. Zdziwiłam się, kiedy fabuła nie okazała się oklepana, a kolejne rozdziały powieści zmuszały mnie do coraz większych rozmyślań nad naturą władzy, ustrojów i przyszłości Ziemi. Nie jest to może dzieło obalające światopoglądy i zmieniające zachowania, nakłania jednak do swoistej refleksji nad aktualnym i ewentualnym stanem rzeczy. Wydaje mi się, że na książkę Marie Lu warto zwrócić uwagę, bez względu a to, czy należymy do „młodzieży”, „młodych dorosłych” czy jeszcze bardziej dojrzałych czytelników. Niektórych ta pozycja poruszy, innym pozwoli na ciekawe i przyjemne spędzenie wolnego czasu- zawsze jednak będzie dobrym wyjściem. 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz