Zmilitaryzowana przyszłość,
kolejna wojna między dwoma mocarstwami- Republiką i Koloniami. Okres zamętu,
zarazy, rozkwitu potęgi klas wyższych, czas Próby. Czas, w którym wszechobecna
władza zaciska dłonie na gardle przeciwnika, czas w którym przyjdzie zmierzyć
się dwóm zupełnie skrajnym osobowością.
Urodzony w robotniczej rodzinie Daniel nie wydawał się być kimś
specjalnym- ot, kolejne biedne dziecko, przeznaczone do pracy za bezcen na
chwałę i potęgę Wielkiego Elektora. Wszystko zmieniło się z dniem jego Próby-
testu mającego stwierdzić jego przydatność dla narodu. Choć wysportowany,
inteligentny i zdolny- nie zdaje. A wraz z porażką zmienia się całe jego życie.
Buntownik, rebeliant, największy zbrodniarz, wróg numer jeden… Day- nadane mu
miana kształtują jego los. June- cudowne dziecko Republiki.
Z góry skazana na sukces, sławę i bogactwo. Jedyna, która osiągnęła maksimum
punktów na Próbach. W niczym nie przypomina znienawidzonego Daya, w niczym nie
chce go przypominać. A jednak przeznaczenie spycha ich ku sobie, zmieniając nie
tylko ich, ale także świat, który ich otacza.
„Legenda: Rebeliant” to pierwsza
powieść autorstwa Marie Lu- amerykańskiej pisarki, której powieści przeznaczone
są dla tzw. „młodych dorosłych”. Jak na
debiut- spisała się wyśmienicie. Książka została napisana lekkim i przystępnym
językiem, co bynajmniej nie oznacza że poruszane kwestie również takie są. Wykreowany świat nie jest czarno biały, nie
wszystko jest tym, czym wydaje się być na pierwszy rzut oka. Stworzone przez
autorkę postacie są ciekawe i niesztampowe- złoczyńcy miewają dobre
uzasadnienie popełnianych czynów, a żaden bohater nie jest krystalicznie
czysty. Ulegają słabością i namiętnością, popełniają głupie błędy, zapominają o
swojej pozycji i obowiązkach- są po prostu ludzcy. Dzięki temu czytelnik razem
z nimi upada, razem z nimi nienawidzi, kocha i umiera.
Złego słowa nie mogę powiedzieć
również o fabule- Marie Lu udało się uniknąć banalności. Przedstawione
wydarzenia, choć początkowo może wydawać się inaczej, nie biegną ku oczywistemu
happy endowi, a czytelnika czeka wiele niespodziewanych zwrotów akcji. Życie w
Republice nie jest sielanką, a rzeczy przytrafiające się bohaterom nie zawsze
są przyjemne- nie z każdej sytuacji wychodzą obronną ręką.
Kiedy sięgnęłam po „Rebelianta”
spodziewałam się czegoś w typie „Igrzysk Śmierci” Suzanne Collins- raczej
marnej kopii, niż czegoś wartego szczególnego uznania. Zdziwiłam się, kiedy
fabuła nie okazała się oklepana, a kolejne rozdziały powieści zmuszały mnie do
coraz większych rozmyślań nad naturą władzy, ustrojów i przyszłości Ziemi. Nie
jest to może dzieło obalające światopoglądy i zmieniające zachowania, nakłania
jednak do swoistej refleksji nad aktualnym i ewentualnym stanem rzeczy. Wydaje
mi się, że na książkę Marie Lu warto zwrócić uwagę, bez względu a to, czy
należymy do „młodzieży”, „młodych dorosłych” czy jeszcze bardziej dojrzałych
czytelników. Niektórych ta pozycja poruszy, innym pozwoli na ciekawe i
przyjemne spędzenie wolnego czasu- zawsze jednak będzie dobrym wyjściem.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz